Siostra Maria Bronisława od Krzyża OCD
Siostra Maria Bronisława od Krzyża

29 I 1946 – 5 VIII 2025
S. Maria Bronisława od Krzyża (Zofia Franczyk) urodziła się 29 stycznia 1946 r. w Sufczynie (Diecezja Tarnowska) jako najmłodsze dziecko Franciszka i Rozalii z d. Bączek. Sakrament Chrztu otrzymała już trzy dni później – 1 lutego – w kościele parafialnym w nieopodal położonym miasteczku Dębno. Miała 3 starszych braci (w tym najstarszego Antoniego – przyrodniego brata z pierwszego małżeństwa ojca) oraz 2 starsze siostry.
Sama tak wspominała swoich Rodziców: „Mój ojciec miał długi różaniec – 15 dziesiątek. Często go odmawiał. W południe klękał wśród pól i odmawiał Anioł Pański. Mama przedłużała swoją modlitwę śpiewem religijnych pieśni: maryjnych, w tym Godzinek, oraz pasyjnych. Czyniła to wśród domowej pracy.”
W latach 1953 – 1960 Zosia uczęszczała do szkoły podstawowej w Sufczynie. Po jej ukończeniu dalszą naukę podjęła w Liceum Ogólnokształcącym w Tarnowie-Świerczkowie, które ukończyła w roku 1965.
Po maturze wstąpiła do nowicjatu Sióstr Urszulanek w Pokrzywnie koło Poznania, który opuściła w marcu 1968 roku. Oto jak została zapamiętana przez Siostry: „Zosia była pobożna, pracowita, solidna i prawa. Była dobrą dziewczynką i lubianą koleżanką” (fragment opinii Matki Generalnej SS Urszulanek napisanej na prośbę Przeoryszy przed wstąpieniem Zofii do Karmelu w Elblągu).

Po odejściu z urszulańskiego nowicjatu Sonia – jak ją nazywali najbliżsi – podjęła studia teologiczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.
Tam miała okazję spotkać i poznać wybitne postacie, które z pewnością miały spory wpływ na kształtowanie jej osobowości. W pierwszej kolejności należy wymienić P. Leokadię Małunowiczównę, wybitną profesor filologii klasycznej, która miała wielki wpływ na rozwój studiów patrystycznych; „Osobę, bardzo oddaną Chrystusowi i bliźnim, a przy tym zawsze tak pogodną i pełną ludzkiej serdeczności; która z klasyką łączyła apostolstwo, z życiem profesorskim duchową konsekrację” (z listu Jana Pawła II do prof. L. Małunowiczówny).
To w jej mieszkaniu Zofia znalazła swój dom podczas studiów. Mieszkanie P. Profesor wtajemniczeni nazywali „gamoniówką” – nazwa ta pochodziła od wszystkich „gamoni”, którzy się przez nie przewijali, a dla których – poza uczelnią – Profesor Leokadia była po prostu „Ciocią Lonią”.
Oto jak ową „gamoniówkę” wspomina s. Małgorzata Borkowska OSB, która również miała okazję korzystać z wielkiego serca Profesor Leokadii: „Kiedy okazało się, że organizatorzy miesięcznego kursu, na który przyjechałam na KUL, zapomnieli o zorganizowaniu zakwaterowania dla zamiejscowych uczestników, przez przypadek trafiłam na znajomego studenta, który zaprowadził mnie do Cioci Loni. A ona bez wahania zgodziła się przyjąć mnie pod swój dach. Przy czym owo zamieszkanie polegało na tym, że trzeba było dla mnie rozkładać łóżko polowe w jej własnym pokoju, bo kuchenka była już na stałe zajęta przez miłą studentkę teologii.
Zamieszkawszy u Pani Loni wpadłam w sam środek czegoś, co mi się wydało zwariowanym rajem. Była to grupa młodzieży, studiującej głównie teologię, a mającej w mieszkaniu Pani Profesor punkt rozrabiania i modlitwy, dożywiania się, odpoczynku i nauki. Po jakimś czasie zorientowałam się jakiej to miary Człowiek mnie przygarnął. Z jej wiedzą zawodową prawie nie miałam styczności, natomiast jej wiedza religijna i postawa moralna na co dzień – zwłaszcza ofiarność – napełniały mnie zawsze podziwem.”

Niech nam będzie wybaczony ten dłuższy fragment poświęcony profesor Małunowiczównie, ale chciałyśmy w ten sposób przekazać klimat otoczenia, w którym podczas studiów obracała się i wzrastała S. Bronisława – ilekroć na rekreacjach pytałyśmy naszą Siostrę o czasy studenckie, tylekroć z uśmiechem i z ciepłem w głosie w pierwszej kolejności wspominała Ciocię Lonię…

Oprócz niej – dzięki opowieściom s. Bronisławy – mogłyśmy poznać bliżej Ks. Wojciecha Danielskiego – profesora KUL-u, Krajowego Duszpasterza Służby Liturgicznej, moderatora Ruchu Światło-Życie, wybitnego liturgistę i głębokiego patriotę, przez większość życia inwigilowanego przez Służbę Bezpieczeństwa.
Ten oddany duszpasterz pozostał w pamięci S. Bronisławy przede wszystkim jako autorytet duchowy, z którego posługi korzystała w czasach studenckich oraz jako pogodny, pracowity świadek Bożej miłości, rozkochany w liturgii, wierny Bogu i kochający ludzi. Ks. Wojciech był jednym z celebransów sprawujących Eucharystię, podczas której S. Bronisława złożyła swoją uroczystą profesję.
W pamięci naszej gdyńskiej wspólnoty zachowała się pięknie zaśpiewana wówczas przez niego Ewangelia na melodię, którą do dziś nazywamy „melodią ks. Danielskiego”…

Ponadto we wspomnieniach S. Bronisławy pojawiali się: jej wykładowca – sługa Boży prof. Wincenty Granat, prof. Mieczysław Albert Krąpiec, Rektor KUL-u w czasie jej studiów oraz kard. Karol Wojtyła, który już wprawdzie w tym czasie nie był wykładowcą, ale zaglądał na lubelską uczelnię chociażby z okazji inauguracji roku akademickiego.

Zofia ukończyła studia uzyskując 11 XI 1974 roku Dyplom magisterski z zakresu teologii – z wynikiem bardzo dobrym.
W tym samym roku rozpoczęła pracę katechetyczną w Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach, gdzie pracowała trzy lata.

Następnie podjęła pracę w Duszpasterstwie Rodzin w Diecezji Opolskiej, a równocześnie pracowała – w charakterze salowej – w Szpitalu Górniczym w Bytomiu. W lutym 1979 roku powróciła do pracy katechetycznej w Mysłowicach.
W tym czasie z wielką siłą wróciło do naszej Siostry pragnienie oddania się Bogu w życiu konsekrowanym. Poznany przez nią wówczas O. Bronisław Mokrzycki SJ, u którego zaczęła się spowiadać, zaproponował jej kontakt z przeoryszą Klasztoru Sióstr Karmelitanek Bosych w Elblągu.

Niedługo potem S. Bronisława wyraziła swoje pragnienie wstąpienia do tej Wspólnoty. „Prośbę moją motywuję głębokim przekonaniem, że Bóg woła mnie do swej służby w Waszej wspólnocie. Zdaję sobie sprawę z wielkości łaski, o którą proszę, równocześnie wyrażam gotowość podjęcia wszelkich obowiązków i ofiar, jakich wymaga życie karmelitańskie” – napisała 25 XI 1979 r. w swojej prośbie o przyjęcie do elbląskiego klasztoru.

Do Karmelu w Elblągu wstąpiła 16 grudnia 1979 roku, mając ukończone 33 lata, a pół roku później – w wigilię Uroczystości Świętych Apostołów Piotra i Pawła 1980 roku – otrzymała habit i nowe imię: Maria Bronisława od Krzyża.

Początki życia karmelitańskiego S. Bronisławy przypadły na okres tworzenia przez elbląski Karmel fundacji w Gdyni.
Ponieważ były to czasy, w których urzędy państwowe nie były przychylne kościołowi, dlatego lepiej było, aby wszelkie formalności związane z zakupieniem domu w Gdyni Orłowie, w którym miał powstać nowy klasztor, były załatwiane przez osoby świeckie. I tutaj osoba „świeżo upieczonej” nowicjuszki – S. Bronisławy – okazała się bardzo pomocna.
Dnia 3 listopada 1980 r. – w towarzystwie M. Izabeli – nowicjuszka S. Bronisława razem z profeską czasową S. Jolantą, obie przebrane w świeckie ubrania, pojechały do Gdyni i tam, po uiszczeniu zapłaty i dopełnieniu wszystkich formalności, jako świeckie osoby stały się właścicielkami… pierwszego piętra domu przy ul. Cumowników 8 w Gdyni Orłowie. Parter tegoż domu niespełna dwa tygodnie później został zakupiony na nazwisko M. Izabeli.

Dopiero później świeckie właścicielki: Zofia Franczyk (czyli S. Bronisława) i Jolanta Pasikowska (S. Jolanta) przekazały Karmelowi w Gdyni – w akcie darowizny – owo zakupione wcześniej pierwsze piętro budynku… Takie to były czasy…

21 listopada tegoż roku S. Bronisława – tym razem już w swoim karmelitańskim habicie – brała też udział w załatwianiu niezbędnych formalności dot. nowej fundacji w Kurii Biskupiej w Pelplinie.
Oto jak to wydarzenie opisuje Kronika gdyńskiego karmelu: „Kupno domu było zaledwie pierwszym krokiem. Potrzebna była zgoda Ks. Biskupa Ordynariusza Diecezji Chełmińskiej do której należy Gdynia.
Wizyta ta miała miejsce 21 listopada i przy całej swej powadze nie obeszła się bez akcentu humorystycznego. Nasza Matka Teresa, M. Izabela i S. Bronisława pojechały do Pelplina nieświadome, że Ks. Bp Bernard Czapliński był już wtedy śmiertelnie chory. Pałac biskupi był wyciszony i wyglądał niemal jak wymarły.
Dopiero po chwili zjawiła się starsza pani niezbyt zachwycona wizytą jakichś zakonnic. Nie obiecując audiencji zabrała Siostry windą na pierwsze piętro i zostawiła je w obszernym, świecko i staroświecko urządzonym salonie.
Po dłuższej chwili zjawił się starszy pan w szarym garniturze i przedstawił nazwiskiem Czapliński. Wielebne Matki dobrze wyuczone za młodych lat jak okazać szacunek należny Księdzu Biskupowi nie namyślając się wiele upadły na kolana i ucałowały – z powodu braku pierścienia – rękę Ekscelencji.
Natomiast S. Bronisława – jak przystało nowicjuszce – trzymała się nieco z tyłu, zdążyła zatem szybciutko porównać twarz owego pana z portretem biskupa wiszącym na ścianie i stwierdziwszy dodatkowo brak pierścienia na jego palcu w następnej chwili… witała się już „po świecku” z bardzo speszonym i zażenowanym jegomościem, który okazał się być rodzonym bratem Ks. Biskupa…
On zaś pośpiesznie wyjaśniał, że jego brat Biskup jest zbyt chory by załatwiać jakiekolwiek sprawy urzędowe, i że Wielebne Matki powinny zwrócić się z tą sprawą do Ks. Biskupa Zygfryda Kowalskiego, biskupa pomocniczego diecezji.
Cokolwiek skonfundowane Siostry opuściwszy pałac odszukały Księdza Biskupa Kowalskiego i uzyskawszy od niego aprobatę dla nowej fundacji powróciły do Elbląga.”


Następny, 1981 rok, bardzo przyspieszył proces powstawania karmelu w Gdyni. Począwszy od lutego kilka Sióstr elbląskich – w tym S. Bronisława – zaczęło na zmianę dojeżdżać do Orłowa na krótkie 2-3-tygodniowe okresy, aby przygotować jednorodzinną willę przy ul. Cumowników 8 na przyjęcie fundatorek, a także rozpocząć jej rozbudowę, co w ówczesnych czasach wiązało się z niekończącymi się korowodami biurokratycznych formalności…
Ostatecznie 16 czerwca 1981 roku cztery Siostry Fundatorki osiadły tam na stałe, inicjując tym samym istnienie nowej wspólnoty mniszek karmelitanek bosych.

Dnia 15 VII 1981 r., w wigilię uroczystości Matki Bożej z Góry Karmel, 2 tygodnie po złożeniu I profesji (29 VI 1981 r.), również S. Bronisława na stałe dołączyła do tej fundacyjnej grupy.

Od początku istnienia Karmelu w Gdyni S. Bronisława służyła Wspólnocie swoją pomysłowością i zgrabnymi rękami. Szyła prała, łatała, prasowała habity dla kolejnych pokoleń orłowskich mniszek, a zawsze były one (habity) gotowe przed czasem.

Posługiwała też przez kilka lat w zakrystii, zaś w wolnych chwilach szyła bieliznę kielichową. Na samym początku istnienia fundacji uczyła siostry śpiewu gregoriańskiego. Kiedy zdrowie jej na to pozwalało, pracowała w ogrodzie – wytrwale, sumiennie plewiąc powierzone sobie grządki – chwasty nie miały z nią szans.

Jej pasją do końca życia pozostała teologia, a wszystkie dzieła jej ulubionego Hansa Urs von Balthasara czytała na bieżąco – w miarę jak ukazywały się na księgarskich półkach.

Korzystałyśmy z tej jej teologicznej wiedzy – przygotowywała niektóre Kapituły formacyjne, dzieliła się z nami na rekreacjach treścią przeczytanych książek, a w pewnym okresie czasu prowadziła też lekcje dla nowicjatu. S. Bronisława niezwykle sumiennie przygotowywała się do swoich osobistych rekolekcji opracowując uprzednio ich konspekty w oparciu o książki, z których chciała podczas nich korzystać.

W archiwum klasztornym zachowały się dwa takie spisane konspekty: „Rozważania Męki Pańskiej z pomocą Balthasara” oraz „Ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus w szkole Maryi − Niewiasty Eucharystii”.

Dnia 29 czerwca 2006 roku S. Bronisława obchodziła swój Jubileusz 25-lecia ślubów zakonnych. Podczas homilii główny Celebrans przytoczył fragment jego rozmowy z S. Jubilatką: „Gdy zapytałem Siostrę o historię życia odpowiedziała: Niech Ojciec nie mówi o mnie, niech Ojciec mówi o Bogu, który jest Miłością. To, co chcę poznawać w życiu zakonnym, to Chrystus Ukrzyżowany. Na datę moich zaślubin wybrałam uroczystość św. Apostołów Piotra i Pawła oraz słowa, które Pan Jezus wypowiedział do Piotra: «Kto inny cię przepasze i poprowadzi». Papież Piotr wciąż trwa, a Karmel ma wspierać przede wszystkim Papieża, biskupów i kapłanów. Tytulację «od Krzyża» wybrałam świadomie, by zaakceptować swój własny krzyż. Przez 25 lat mego życia zakonnego doświadczyłam ogromu Miłosierdzia Boga i ludzi. Oddaję się dzisiaj na nowo pod opiekę Tej, która uczy mnie pełnić wolę Bożą – Maryi, Matce i Królowej Karmelu.

S. Bronisława przez większość swego karmelitańskiego życia zmagała się z depresją. I choć mężnie i niezwykle dojrzale radziła sobie z tą chorobą współpracując z lekarzami, nie zawsze siły pozwalały jej na pełne uczestnictwo w naszym wspólnotowym życiu. Jednak kiedy tylko czuła się choć trochę lepiej – zawsze była obecna w chórze i na rekreacji, a każdą wolną chwilę wykorzystywała na pracę.

Jesienią 2023 roku S. Bronisława zachorowała na nowotwór. Natychmiast przeprowadzona operacja na jakiś czas zatrzymała chorobę, jednak zima 2024/2025 przyniosła znaczne pogorszenie stanu zdrowia i choć wykonano wiele różnych badań, nie można było precyzyjnie „namierzyć” w organizmie nowych przerzutów.

S. Bronisława cierpiała z powodu bólu w okolicy żołądka i wątroby, podawane leki co prawda uśmierzały ból, jednak po jakimś czasie nasza chora nie była w stanie jeść, a w ostatnich dniach również pić. Nie pomogła kroplówka…

Agonia rozpoczęła się w sobotę, 2 sierpnia, we wspomnienie Matki Bożej Anielskiej, natomiast 5 sierpnia, we wspomnienie Rocznicy poświęcenia rzymskiej Bazyliki NMP, popularnie nazywanej Matki Bożej Śnieżnej, Boski Oblubieniec zabrał swoją Oblubienicę do siebie. S. Bronisława zmarła podczas naszej konwentualnej Mszy św.

Znamienny był moment jej przejścia z tego świata do Ojca – czuwające przy niej Siostry zwróciły uwagę na to, że Siostra oddała ostatnie tchnienie w momencie, kiedy z głośnika wiszącego przy jej celi dobiegł głos celebransa, który podczas homilii komentował przypadającą na ten dzień Ewangelię: „Jezus przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!»”…

Uroczystości pogrzebowe odbyły się w sobotę, 9 sierpnia, w Święto św. Teresy Benedykty, Patronki Europy, a przede wszystkim naszej Świętej współsiostry.

S. Bronisława przez wiele lat w miejscu swojej pracy – tzw. roberii – na widocznym miejscu trzymała jej zdjęcie podpisane słowami Świętej: „Dopomóc nam może nie ludzka działalność, ale MĘKA CHRYSTUSA, w której pragnę mieć udział aż do śmierci”…

Mszy świętej pogrzebowej i obrzędom na cmentarzu przewodniczył Biskup pomocniczy naszej archidiecezji, Wiesław Szlachetka. Razem z nim koncelebrowało 12 Księży. Przyjechało też kilkoro członków rodziny S. Bronisławy. Służbę liturgiczną przy ołtarzu zapewniła nam niezawodna Wspólnota Domowego Kościoła z Gdyni Małego Kacka, której zawdzięczamy także pomoc na innych frontach – przede wszystkim przy zorganizowaniu konsolacji.

Kochana S. Bronisławo, niech Aniołowie zawiodą cię do raju, a gdy tam przybędziesz, niech przyjmą cię męczennicy i wprowadzą cię do krainy życia wiecznego. Chóry Anielskie niechaj cię podejmą i z Chrystusem zmartwychwstałym miej radość wieczną. AMEN

Powrót